Jarocin – i wszystko gra

Trzeba przyznać, że dawno nie było żadnego posta na naszym blogu, za co musimy Was przeprosić. Z czasem u nas niestety nieco gorzej, co jednak nie znaczy, że nie mamy czego wspominać i czym się z Wami podzielić. Jak pewnie widzieliście, odwiedziliśmy nie tak dawno Paradę Parowozów w Wolsztynie, a ci którzy również tam dotarli wiedzą, że impreza, choć bardzo udana, skończyła się gisówą i gradobiciem. Fakt, że wiosna 2017 nie rozpieszcza nas pogodą. Mieliśmy jednak spore szczęście i udało się wykorzystać jedyny w pełni letni weekend tego roku (1-2 kwietnia) na wycieczkę – tym razem na celowniku znalazł się Jarocin.

DSC_0342

Warto wspomnieć, jaka była geneza tej wycieczki. Otóż tydzień wcześniej byliśmy w Jarocinie przejazdem w drodze na południe województwa łódzkiego, gdzie odwiedzaliśmy rodzinne strony koleżanki. W Jarocinie zjechaliśmy z trasy celem posilenia się w jednej z miejscowych pizzerii. Okazało się, że centrum miasta jest bardzo urokliwe, pełne życia, a do tego przepięknie oświetlone wieczorem. Jak łatwo się domyślić w tym momencie Jarocin wskoczył na naszą listę „must see” 🙂

DSC_0245

Jeden z wielu jarocińskich murali

Z  hasłem „Jarocin” większość osób połączy przede wszystkim owiany legendą festiwal muzyki rockowej, który w czasach PRL był jedna z niewielu oaz wolności (nie tylko artystycznej), a przy okazji wielką kuźnią talentów. Skojarzenie jest jak najbardziej prawidłowe, jako że odniesienia do festiwalu są obecne w Jarocinie na każdym kroku. Jednym z największych smaczków jest około 30 murali, utrzymanych w rockowym klimacie i rozsianych po ulicach. Odszukaliśmy kilka z nich, natomiast w planie jest osobna wycieczka tylko na podziwianie streetartu w Jarocinie.

DSC_0264

Spichlerz Polskiego Rocka

Centrum rockowego Jarocina jest jednak niewątpliwie Spichlerz Polskiego Rocka, będący czymś w rodzaju muzeum, ale bardziej w stylu multimedialnego i interaktywnego ICHOT-u niż tradycyjnego muzeum z zakurzonymi gablotami. Trzeba przyznać, że sądziliśmy, iż uda się nam „zaliczyć” to miejsce w jedną, może półtorej godziny, tymczasem trzy godziny zleciały ekspresowo, a można by tam spędzić o wiele więcej czasu! W środku można poznać historię polskiego rocka od skromnych początków lat 50. do końca lat 90. – wszystko z filmami, naprawdę pokaźną kolekcją nagrań z połowy wieku i fajnie poprowadzoną narracją. Naszym zdaniem jedno z lepszych muzeów w Polsce!

DSC_0298

Ania w undergroundzie 🙂

Warto dodać, że nazwa nie jest przypadkowa, jako że obiekt faktycznie znajduje się w starym spichlerzu zbożowym. Na dole obiektu znajduje się też pub (tak, rock i piwo zazwyczaj idą w parze 😉 ) oraz sklep z pamiątkami – warto tam też zajrzeć.

DSC_0347

Kilkaset metrów od Spichlerza stoi drugi symbol rockowego Jarocina – pomnik glana. Czym jest glan chyba nie trzeba tłumaczyć, ten jest natomiast naprawdę spory, a przy okazji bardzo fotogeniczny. Korzystając z okazji dziękujemy panu, który zrobił nam wspólną fotkę 🙂

DSC_0367

Jednak Jarocin to nie tylko rockowe klimaty, w końcu historia miasta sięga XIII wieku. Do dzisiaj zachował się średniowieczny układ starego miasta, który jest bardzo czytelny, kiedy patrzy się na mapę. Jest to jedno z tych miast, gdzie naprawdę miło jest po prostu pokręcić się po uliczkach, albo po prostu usiąść w kawiarni. Tych nie ma bardzo dużo, ale nam udało się znaleźć bardzo sympatyczną kafejkę City Cafe. Szczerze mówiąc, to wpadliśmy tam na ciacho zanim zobaczyliśmy większość atrakcji.

Wróćmy jednak do zwiedzania. Centralnym punktem miasta jest rynek, na środku którego stoi podcieniowy, późnobarokowy ratusz z przełomu XVIII i XIX wieku. W ratuszu znajduje się Muzeum Regionalne, którego akurat nie zwiedzaliśmy, a także inne instytucje. Rynek otaczają pełne uroku kamienice, w których jednak – co dziwne – nie ma żadnych knajpek. Obok ratusza stoi też nieco groteskowa, trochę przerażająca rzeźba przedstawiająca trupę clownów. Wbrew pierwotnej idei clowni potrafią być  naprawdę straszni…

DSC_0176_00008

Ratusz w Jarocinie

Tuż obok rynku wznosi się barokowo – klasycystyczny kościół św. Marcina, którego biała sylwetka góruje nad centrum miasta. Kościelny ogród z podcieniami to szalenie klimatyczne miejsce, szczególnie że w czasie naszej wizyty zaczynały kwitnąć magnolie. Spore wrażenie  robi też monumentalny ołtarz główny.

DSC_0209

Kościół św. Marcina

Jarocin był miastem prywatnym, tak więc nie dziwi fakt, że na przedmieściach znajdowała się rodowa siedziba. W sercu obecnego parku miejskiego zachował się neogotycki pałac rodu Radolińskich z połowy XIX wieku, który dla Władysława Radolińskiego zaprojektował sam słynny Friedrich August Stüler. Obecnie mieści się w nim szkoła i biblioteka i choć pomału woła o remont, to i tak cieszy, że nie podzielił losu wielu innych, dziś opuszczonych pałaców w Wielkopolsce. Kawałek od głównego budynku stoi tak zwany Skarbczyk, który jest znacznie przebudowanym (w tzw. formach romantycznych) dawnym zamkiem. Fantastyczny był tez sam park, kwitnący tysiącami kwiatów.

I tu stała się rzecz nieco nieoczekiwana, mianowicie okazało się, że dzień był zbyt krótki aby zobaczyć wszystko. Z drugiej strony jest to pretekst, aby za jakiś czas wybrać się do Jarocina po raz kolejny 🙂

DSC_0397

Pałac Radolińskich od strony parku

Co zjeść, co wypić?

Jak pewnie pamiętacie, powodem do odwiedzenia Jarocina była wcześniejsza wizyta w tamtejszej pizzerii. Tak więc jeśli szukacie kompromisu pomiędzy smakiem a przyzwoitą ceną to zajrzyjcie do Pizzerii Primavera przy ul. Wrocławskiej. Nie jest to zdecydowanie prawdziwa włoska pizza z pomidorami, które dojrzewały pod Neapolem, ale nie ma się czego wstydzić.

Na pewno gastronomicznym odkryciem tej wycieczki była wspomniana kawiarnia City Cafe przy ulicy Gołębiej, do której weszliśmy kierując się naszym „szóstym zmysłem kulinarnym”, który i tym razem nas nie zawiódł. We wnętrzu znajdziecie przyjemny wystrój, a na zewnątrz mały ogródek letni, a także zjecie pyszne ciacho i napijecie się aromatycznej kawy. Ceny są, powiedzmy, typowo poznańskie ale jest to naprawdę zacne miejsce, a sernik z lodami i bitą śmietaną był wart swojej ceny.

DSC_0204

City Cafe

O dobre miejsce na obiad postanowiliśmy z kolei podpytać miejscowych. Pan z obsługi Spichlerza Rocka polecił nam restaurację Pinacolada na ul. Śródmiejskiej. Knajpka robi świetne pierwsze wrażenie – wszystko utrzymane w jednolitym wystroju, nawiązującym nieco do stylistyki retro (łącznie z oprawionymi stuletnimi pocztówkami z widokami Jarocina). Żadnych krzykliwych kasetonów, żadnych tandetnych banerów – dla nas +10 punktów na start. Karta nie jest bardzo długa, wyraźnie z naciskiem na spotkania przy kawie i lodach, ale dań obiadowych też proponują sporo. Jacek wybrał wołowinę w sosie z zielonego pieprzu, a Ania pierś z kurczaka z mozzarelą i suszonymi pomidorami. Było smaczne, trzeba to oddać. Jedyny zgrzyt to niezrozumiale długi czas oczekiwania – około 45 minut na niezbyt skomplikowane dania obiadowe. Z jednej strony widać, że robione na świeżo, z drugiej – był już moment frustracji, szczególnie jak na stole pojawił się jeden obiad, a drugi nadal był w przygotowaniu.

Tak więc jeśli macie sporo czasu to polecamy Pinacoladę na obiad, bo smak was nie zawiedzie, jeśli jednak nie możecie sobie pozwolić na minimum 1,5 godz. w knajpie to wybierzcie się raczej na pizzę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s