Leszno po królewsku

Do Leszna, czyli siódmego pod względem ludności miasta w województwie planowaliśmy wybrać się już od dawna. Zawsze jednak pojawiał się ten czy inny problem – a to niezbyt dobra pogoda, a to okazywało się, że jakieś odbywające się tylko raz w roku eventy są jednak na pierwszym planie. Potrzeba narastała, jako że trzeba było koniecznie odczarować miasto, które często kojarzy się albo z obwodnicą i słynnym „makdonaldem”– żelaznym punktem powrotu z gór, albo z lotniskiem i szkołą szybowcową, a swego czasu też z jednym z pierwszych w Polsce akwaparków, który w czasach naszej podstawówki był obowiązkowym celem szkolnych wycieczek.

img_3443

Ratusz w Lesznie

Tymczasem Leszno okazało się jeszcze ciekawsze i bardziej gościnne, niż wynikało to z opisów w przewodniku. Fantastycznie zachowane centrum, sporo pięknych kamienic, a przede wszystkim dużo życia na ulicach zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Szalenie ciekawa jest również wielokulturowa historia tego miasta (niegdyś miasta pogranicza), której pamiątki można odnaleźć w zasadzie na każdym kroku.

Wyjazd do Leszna zorganizowaliśmy  pod koniec lipca. Jeśli chodzi o środek transportu, po raz kolejny padło na pociąg, co bardzo Wam polecamy – przede wszystkim dlatego, że z dworca na stare miasto głównym deptakiem idzie się zaledwie 15 minut, a poza tym jest  to dość szybki i wygodny sposób komunikacji.

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyliśmy  w Lesznie był w związku z tym dworzec. Tutaj akurat nie ma nic ciekawego, gdyż w smutnych czasach PRL-u stary, zabytkowy dworzec, przypominający architekturą ten we Wrocławiu zastąpiono typowym klocem modernizmu. Całkiem przyjemna jest natomiast okolica dworca, co nie zdarza się często. Gości w Lesznie wita też ustawiony na postumencie szybowiec – no bo cóż innego 🙂

img_3533

Leszno wita szybowcem

Z okolic dworca do centrum prowadzi główny handlowy deptak miasta, czyli ulica Słowiańska, częściowo wyłączona z ruchu, co jest oczywiście wielką zaletą. Znajdziecie tutaj sporo sklepów, a także lodziarnie czy banki. Najważniejsze jednak jest to, że idąc wzdłuż ulicy powoli cofacie się w czasie.

Pierwsza wzmianka o Lesznie pochodzi z roku 1393, wówczas zostało ono wymienione jako Leszczno, a nazwa ta wywodzi się od leszczyny. Przez wieki wyraz ten uległ uproszczeniu i tak powstało Leszno, a z tego łacińskie Lessna i niemieckie Lissa. Osada, a później miasto były zawsze własnością prywatną. W swoich początkach władał nim ród Wieniawa, który potem przyjął nazwisko Leszczyńscy. Z tego rodu wywodził się król Polski, a potem książę Lotaryngii (nazywany bon roi – dobrym królem) Stanisław Leszczyński i dlatego właśnie w tytule mamy „królewskie Leszno”.

img_3477

Pomnik Jana Amosa Komeńskiego

Deptak prowadzi w zasadzie wprost na rynek i tam też się udaliśmy. Wrażenie robi zwłaszcza barokowy ratusz z 1709 roku (zaprojektował go Pompeo Ferrari – to nazwisko powinno wam już być dobrze znane), z nakrytą hełmem wieżą  o wysokości 60 metrów. Równie ciekawe jest jednak 37otaczających rynek  kamienic. Warto zwrócić szczególną  uwagę na czerwoną kamienicę pod nr 29. Dziś znajduje się tam hotel Wieniawa, ale sam budynek pochodzi z połowy XVII wieku i ma zachowane bardzo malownicze podcienia. Wygląd większości kamienic to efekt XIX-wiecznej przebudowy lub odbudowy po wielkim pożarze miasta w 1790 roku, choć można znaleźć i takie, na których doskonale widoczne są barokowe rozwiązania architektoniczne – poszukajcie ich sami 😉 Rynek jest też ewidentnie rozrywkowo – gastronomicznym centrum miejscowośco. Bardzo fajne są kafejki i cukiernie z ogródkami –  choć eleganckie, to znacznie tańsze niż ich odpowiedniki w Poznaniu.

img_3448

Kamienice na Rynku, po prawej hotel Wieniawa

Po okrążeniu rynku (gdzie akurat odbywał się turniej siatkówki plażowej) poszliśmy w kierunku północnym ulicą Narutowicza. Szkoda, że nie ma tam uspokojonego ruchu (tak jak na równoległej to niej ul. Wolności).  W każdym razie droga ta prowadzi do Nowej Synagogi. Jest to jeden z kilku leszczyńskich judaiców i główny ślad po jednej z kilku społeczności wielokulturowego Leszna. Wybudowano ją pod koniec XVII wieku, zaraz po wspomnianym wielkim pożarze. Ten początkowo skromny obiekt zyskał rozmach po przebudowie w 1905 roku, która nadała synagodze styl secesyjno – mauretański. O dziwo synagoga przetrwała wojnę i dopiero w latach 50. uproszczono jej fasadę likwidując zdobne wieżyczki. Obecnie w tym miejscu mieści się dom kultury i muzeum.

img_3458

Dawna synagoga, obecnie muzeum i dom kultury

Podążając dalej na północ dochodzimy w końcu do Placu Kościuszki, który w większości zajmuje przyjemny park (ze stawkami i domkami dla kaczuszek). W tym miejscu wznosiła się pierwsza rezydencja rodu Leszczyńskich – w postaci obronnej wieży. W drugiej połowie XVI wieku Rafał Leszczyński rozpoczął wznoszenie obok nowego pałacu, który możemy oglądać obecnie – to ten wielki gmach po prawej stronie. Obecny kształt zawdzięcza przebudowie zleconej przez kolejnych właścicieli, ród Sułkowskich. Pałac imponuje skalą, ale raczej nie architekturą, na pewno warto jednak podejść. Zwiedzanie raczej nie jest możliwe, gdyż obecnie mieści się tu starostwo powiatowe i filia urzędu wojewódzkiego.

img_3465

Pałac Sułkowskich

Dalej iść nie warto, bo to w zasadzie koniec starego miasta. My wróciliśmy do centrum ulicą Bolesława Chrobrego i jak się okazało, był to dobry wybór. Ulica została niedawno wyremontowana, a i na stojące przy niej kamienice musiały pójść spore środki. Poza tym, że to bardzo miła okolica to przy rzeczonej ulicy znajdują się dwa ważne obiekty. Pierwszym jest pomnik Jana Amosa Komeńskiego, wybitnego czeskiego filozofa i pedagoga, który przez około 30 lat mieszkał i pracował w Lesznie, dokąd uciekł wraz ze swoimi towarzyszami z ruchu religijnego Braci Czeskich. Tym samym odnajdujemy ślad drugiej społeczności dawnego wielokulturowego Leszna. Bracia Czescy – ruch religijny powstały w XV wieku – przybyli do Leszna uciekając z Czech i Moraw przed prześladowaniami ze strony ultrakatolickich Habsburgów. Ciesząc się opieką Leszczyńskich wybudowali w Lesznie swój kościół. Tym kościołem była stojąca zaraz obok świątynia pw. Św. Jana, z charakterystyczną 60-metrową wieżą.

img_3474

Kościół św. Jana, dawny zbór Braci Czeskich

Z tego miejsca najlepiej znowu zagłębić się w staromiejskie uliczki i ulicą Świętokrzyską albo Szkolną dojść do kościoła Św. Krzyża. Mało brakowało, a budowla nie dotrwałaby do naszych czasów. Przez 250 lat był to zbór luterański, opuszczony dopiero po wojnie i zdewastowany przez czerwonoarmistów, a później zapuszczony przez różnych tymczasowych użytkowników. Na szczęście przyszły dla niego lepsze czasy.

img_3492

Kościół św. Krzyża

Ciekawsze jednak od samego kościoła jest jego otoczenie, a konkretnie lapidarium z kilkudziesięcioma pięknie rzeźbionymi nagrobkami oraz kolejne kilkadziesiąt płyt epitafijnych. Na pewno rzuci się wam w oczy biały krzyż z napisem „Zur Erinnerung an die Friedhofe der deutchen Kirchgemeinden in Leszno. Den Toten zum ehrenden dankbaren Gedenken / Ku pamięci spoczywających niemieckich parafian na cmentarzu w Lesznie”. To ślad po ostatniej społeczności dawnego Leszna, czyli Niemcach. Była to najbardziej liczna grupa w mieście (nawet 80% w 1890 r. i 40% w 1920 r.). Jeśli znacie ten język, to warto poczytać napisy, bo to zawsze ciekawe świadectwa dawnych czasów.

img_3485

Lapidarium z nagrobkami dawnej ewangelickiej społeczności miasta

Przed kościołem jest plac z fontanną, chyba jedno z bardziej urokliwych miejsc w Lesznie. W naszym przypadku był to też idealny punkt na wyciągnięcie tytki ze sznekami oraz flaszki z wodą, szczególnie że słoneczko świeciło.  Sporo miejscowych podziela chyba nasz pogląd, bo to popularna lokacja. Przy placu zlokalizowano też muzeum okręgowe, aczkolwiek tam się nie zapuszczaliśmy, swoim zwyczajem woleliśmy pozostały czas spożytkować na bliższe zapoznanie się z lokalną gastronomią 😉

Pewnie wielu z was po obejściu dwóch kościołów w tak krótkim czasie miałoby zdecydowanie dosyć jak na jeden dzień, ale jeśli jeszcze trochę zapału znajdziecie to warto zajść do bazyliki Św. Mikołaja, szczególnie, że do przejścia jest zaledwie jakieś 200 metrów. Jest to leszczyński kościół farny, utrzymany w typowo barokowych formach. W ciemno można strzelać, że i w tej budowli swoje palce maczał Pompeo Ferrari i tak też było. Jak na barok przystało wnętrze jest bardzo bogate, aczkolwiek jeśli chodzi o bryłę zewnętrzną to większe wrażenie robią dwie wcześniej opisane świątynie.  Po sąsiedzku jest sklep z dewocjonaliami, gdzie rzuciła się nam w oczy „Biblia dla minecraftersów” (sic!).

img_3514

Bazylika św. Mikołaja w Lesznie

Na tym zasadniczo zakończyła się nasza przechadzka po  Lesznie, dalej była tylko część spożywcza (o tym dalej). Czy to wszystko co jest do zobaczenia? Zdecydowanie nie, w końcu nie dotarliśmy choćby na lotnisko szybowcowe, które też jest sporą atrakcją. To jednak zostanie na kolejny raz.

Co zjeść, co wypić?

Tak jak pisaliśmy wyżej, część spożywcza była bardzo istotnym elementem tego wyjazdu. Tym razem zdecydowanie nie ma powodów do narzekań. Pierwsze co rzuca się w oczy na rynku to kilka bardzo przyjemnych kafejek z ogródkami. Dla tych, którzy nie chcą się rozsiadać jest też lodziarnia na głównym deptaku. Kawiarnia  i restauracja mieści się też w samym ratuszu, ale jak opowiedziała spotkana na rynku pani (sądząc ze snutej opowieści regularna bywalczyni tutejszych kawiarni) nie warto tam zachodzić, ze względu na ceny.

Również jeśli chodzi o obiad to było w czym wybierać. Dla wymagających klientów można polecić restaurację Wieniawa na rynku. Nie jest tania, ale zdecydowanie najbardziej elegancka, choć też nie na to się nastawialiśmy.

Do najciekawszych propozycji w Lesznie naszym zdaniem należą: restauracja Pocztówka z Wakacji (rynek) z daniami inspirowanymi kuchnią różnych krajów i z bardzo przyjemnym wystrojem, pierogarnia i naleśnikarnia Cela pod Różą oraz burgerownia Bułka z Masłem. Ostateczny wybór padł na tę ostatnią, również znajdującą się przy Rynku. Był to tez wybór udany, bo buła była wyjątkowo uczciwa, do tego serwowana z frytkami i napojem, a wszystko za 17 zł. W porównaniu na przykład z poznańskimi burgerowniami to naprawdę przystępnie. Jedyny minus, to że obsługa nie pyta o stopień wysmażenia mięsa, ale poza tym zdecydowanie polecamy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s