5 grzechów głównych (wielko)polskich restauracji

Dzisiaj temat zupełnie inny niż zwykle. Nie będzie opisu wycieczki, nie będzie też relacji z żadnego wydarzenia w regionie ani wskazówek, gdzie się wybrać w następny weekend. Tym razem chcieliśmy podzielić się z Wami naszymi refleksjami związanymi z gastronomią. Jak pewnie zauważyliście, turystyka kulinarna to coś bardzo nam bliskiego. Zresztą nawet jeśli nie nastawiacie się na odkrywanie lokalnych smaków to niezbędnym elementem każdego wyjazdu jest zjedzenie przyzwoitego obiadu 😉 I tu pojawia się problem… o przyzwoity obiad wcale nie jest tak łatwo!

speisekarte

Mieliśmy okazję jeść w wielu miejscach – od restauracji, przez pizzerie, bary i wszelkiej maści stoiska na festynach. Te ostatnie zostawmy w spokoju, bo to inna bajka. Z pozostałymi nierzadko był jednak spory problem. Niestety Polska to nie Czechy czy Słowacja, gdzie każda większa wieś ma przynajmniej jedną gospodę z dobrą, domową kuchnią. Na bazie przeróżnych doświadczeń stworzyliśmy dla Was listę „pięciu grzechów głównych” jakie popełnia wiele restauracji. To oczywiście nasze subiektywne odczucie, ale może choć trochę pomoże Wam wybrać dobre knajpki – a jest ich na szczęście coraz więcej! – tak żeby wspomnieniem wycieczki nie był głównie smak purée o konsystencji kleju i kotleta o smaku i aromacie tektury.

1. Menu jak książka telefoniczna

To chyba najczęstszy problem w wielu knajpach. Lista dostępnych dań ciągnie się przez kilkanaście stron, a wybierać można spośród kilku rodzajów mięsa, sześciu zup i kilkunastu dodatków. Niestety, zarówno wielu restauratorów jak i klientów żyje w przekonaniu, że „więcej znaczy lepiej”. Trzeba jednak zastanowić się, jak to możliwe, że tyle potraw jest dostępnych? Odpowiedź jest banalnie prosta – mrożonki, a w gorszym przypadku składniki „drugiej świeżości”. Po prostu nie da się mieć karty na 30 dań głównych, a przy tym zadbać, żeby wszystkie składniki były świeże.

Paradoks takich restauracji polega też często na tym, że teoretycznie najlepsze dania są robione z gorszych składników, bo z racji ceny są wybierane zdecydowanie rzadziej. W takich miejscach szczególnie należy zaś omijać cuda typu paszteciki z mięsem, pierogi i tym podobne. Najpewniej oznaczają one recycling mięsa z dnia poprzedniego.

2. Brak specjalizacji

Poniekąd problem blisko powiązany z poprzednim. Otóż wchodzimy do knajpki, a tam kulinarna podróż dookoła świata w 15 minut. I na kilkunastu stronach menu. Jest wuchta restauracji i barów, gdzie obok piersi z kurczaka i zrazów znajdziemy włoskie pasty, pizzę i kilka rodzajów kebabu, a w ekstremalnych przypadkach jeszcze „ryż po chińsku” (sic!). Mamy więc kompozycję „wszystko i nic”, gdyż nikt nie wmówi nam, że pracownicy kuchni z równą biegłością przygotują zrazy z kluskami i prawdziwą kuchnię włoską. Często jedzenie w takiej restauracji nie jest złe, ale bardzo często jest nijakie. Do tego wspomniane mrożonki.

W sytuacji, kiedy chcecie mimo wszystko posilić w takim miejscu, rzućcie okiem co jedzą pozostali goście. Jeśli 8 na 10 ma pizzę, to też zamówcie pizzę – w tym kucharz ma największe doświadczenie i na pewno składniki nie pochodzą z tej części lodówki, gdzie światło nigdy nie dochodzi.

Polish_'Zapiekanka'

Epoka dworcowych zapiekanek to już przeszłość. Domagajmy się dobrego jedzenia w przyjemnych warunkach! 😉 (fot. Wikimedia Commons)

3. Obsługa z przypadku

Tak jak z racji specyfiki pracy w kuchni zazwyczaj spotkamy zawodowców w swoim fachu, tak obsługę kelnerską lub przy barze powierza się często pracownikom tymczasowym. Zasadniczo nie ma w tym nic złego, gdyż to dobra praca dla osób młodych, czy szukających podstawowego doświadczenia w gastronomii, ale jednak warto zadbać o ich podstawowe przeszkolenie i przyglądać się ich pracy.

Widzieliśmy już różne niedociągnięcia, ale chyba najgorszym były sytuacje, gdy obsługa restauracji była tam sama dla siebie – spędzając czas na pogaduchach przy ćmiczku, podczas gdy goście czekają, aż ktoś się nimi zainteresuje. Ekstremalną odmianą tego są knajpy, w których kelnerki puszczały na salę playlistę ze swoją ulubioną „muzyką”, niekoniecznie przejmując się gustami klientów.

W nawiązaniu do przywołanych we wstępie Czechach i Słowacji można dodać, że z rzadka opanowaną u nas sztuką jest nalewanie i podawanie piwa. Pal licho zwyczaj przemycia szklanki, ale świeżo nalane piwo musi mieć pianę! 😉

Oczywiście doceniajcie dobrych kelnerów i nie oszczędzajcie na napiwku. Około 10% rachunku będzie dość szczodre, jeśli macie luźne 2 zł to też się nada, ale na pewno nie traktujcie jako wspaniałego gestu zostawienia reszty w kwocie 31 groszy 😉

3. Pstrokacizna i wizerunkowa tandeta

Chaos reklamowy jest wielkim problemem w naszym kraju i to zdecydowanie nie tylko jeśli chodzi o punkty gastronomiczne, w tym przypadku szczególnie jednak razi.  Problem ten ma dwie główne odmiany, niejednokrotnie występujące razem.

W pierwszej chodzi o przesyt różnego rodzaju elementów, które mają wyróżnić bar lub restaurację z otoczenia. Mogą to być zarówno wszelkiego rodzaju szyldy, banery, migające światełka i inne obiekty typowo reklamowe, jak i różne ozdobne gadżety – od drewnianych zwierzątek po bardzo popularnych plastikowych kuchcików.

pizzeria

Cztery banery, trzy parasole, dwie flagi i dwa szyldy – pizzeria w podpoznańskiej miejscowości

Znacznie gorsza jest jednak odmiana druga, którą można określić jednym słowem – tandeta. Sami przypomnijcie sobie jak wiele widzieliście miejsc, w których rolę szyldu pełnił zmięty baner na płocie, a drogowskazy przy drodze atakowały jaskrawymi kolorami i kompozycją, która zawodowych grafików przyprawia o drgawki? Najczęściej jednak tandeta jest efektem źle pojętej oszczędności. No bo po co inwestować w szyld, skoro taki z logo Pepsi jest za półdarmo (tak, to te nieśmiertelne kasetony!) i po co kupować eleganckie kremowe parasole, skoro czerwone z Coca Coli są gratis od firmy?

5. Nastawienie na wesela, chrzciny, komunie…

Z pozoru problem trochę naciągany, ale tylko z pozoru. Sprawa polega na tym, że bardzo wiele przybytków gastronomicznych jest projektowanych i tworzonych z zamysłem o organizowaniu w nich imprez (rodzinnych i firmowych). Wyjątkowo dobitnie widać to często na stronach internetowych, gdzie od samego wejścia biją po oczach zdjęcia baloników w serduszka i serwetek w białe gołąbki. W takich restauracjach dominują duże, pozbawione kameralności sale. Co gorsza jednak, często można wręcz wyczuć, że „klient z ulicy” jest złem koniecznym, którego czasami lepiej odstraszyć chłodną atmosferą i zawyżonymi cenami i spokojnie poczekać na weekend, kiedy znowu para młoda i ich goście zjedzą rosołek, kotlecika i uderzą na parkiet robiąc pociąg w rytm piosenek Maryli i Krzysia Krawczyka.

To trochę zamknięte koło – restauracje z góry nastawiają się na organizację imprez, więc nie starają się o indywidualnego klienta; z kolei ludzie nie chcą (boją się?) chodzić po prostu na obiad do knajpy, bo ta kojarzy się im jedynie z wielką okazją. Tymczasem warto by oczekiwać miejsc, które tętnią życiem na co dzień, gdzie miejscowi siedzą przy obiedzie albo piwku. Tu po raz kolejny można przywołać czeski model, gdzie tak to właśnie wygląda 🙂

Nota bene to właśnie obecność ludzi (szczególnie miejscowych) w knajpce jest jej najlepszą reklamą. Dlatego też mając wybór warto rozglądać się za miejscami, do których chętnie przychodzą goście. Takiej rady zawsze udziela też Robert Makłowicz.

Jednak pomimo tego wszystkiego widać pozytywne zmiany i co raz to kolejne miejsca, gdzie można dobrze zjeść w milej atmosferze i przy okazji nie wydać na to worka bejmów. Szukajcie w każdym poście „wycieczkowym” sekcji Co zjeść, co wypić? gdzie zawsze staramy się wskazać jakąś rekomendację co do miejscowych knajpek. Zachęcamy do ich odwiedzania, tak żeby wizerunek turysty z kabanosem i jajem na twardo odszedł nieco do historii. Czytajcie wpisy blogowe, gdzie na pewno znajdziecie rekomendacje miłych miejsc z dobrym jedzeniem.

A na koniec dowód na to, że idziemy mimo wszystko w dobrą stronę, bo jeszcze nie tak dawno standard jedzenia na mieście był taki…

sebastian czopik - bema

Nieczynna buda z fast foodem na poznańskim targowisku na Bema. (fot. Sebastian Czopik)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s