Gostyń – w mieście dwóch kopuł

Chyba można już z całą stanowczością ogłosić początek wiosennego sezonu wycieczkowego, a przynajmniej my go otworzyliśmy wraz z pierwszą w tym roku większą wycieczką. Musicie nam jednak wybaczyć dwie rzeczy: po pierwsze dość sporą przerwę od czasu, kiedy ukazał się nasz poprzedni post, a po drugie to, że po raz kolejny skierowaliśmy się do Wielkopolski południowej, która pojawiała się na blogu dość często. Na lato mamy już gotowe plany związane z pojezierzami północnej części regionu, więc bądźcie spokojni. Tym razem jednak celem był Gostyń, a przy okazji zahaczyliśmy o kilka ciekawych miejsc w okolicy, w tym przede wszystkim pobliski Dolsk.

IMG_1428

Dlaczego akurat Gostyń? Spory udział w wyborze miejsca miały na pewno broszurki porwane jak zawsze na targach turystycznych Tour Salon (jeśli śledzicie naszą stronę na facebooku, to pewnie pamiętacie krótką fotorelację z tego wydarzenia). Co więcej, dla Ani była to poniekąd wycieczka sentymentalna, jako że w Gostyniu, a konkretniej w słynnej bazylice i klasztorze filipinów była wiele lat temu na szkolnej wycieczce, trzeba było więc nieco odświeżyć wspomnienia z dzieciństwa 🙂

IMG_1383

Legendarny klub Ekwador w Manieczkach. Dziś głównie sklep spożywczy.

W drogę wybraliśmy się w ostatni weekend lutego, kiedy to zgodnie z zapowiedziami (święto lasu – prognozy się sprawdziły!) pogoda była od rana wyjątkowo słoneczna. Trzeba tu zaznaczyć, że z Poznania do Gostynia jest około 80 km, zatem aby nieco urozmaicić jazdę wybraliśmy trasę bocznymi drogami: przez Mosinę, Brodnicę, Manieczki, Śrem i Dolsk. W Manieczkach zjechaliśmy, żeby zobaczyć legendarny klub Ekwador – swego czasu najbardziej znaną imprezownię w Polsce. Do „Maniec” zjeżdżali fani muzyki klubowej z całego kraju. Obecnie to jednak dość smętny cień tamtych czasów, w zasadzie ciężko uwierzyć, że kilka parterowych budynków, namiot i betonowy plac gościły kiedyś najbardziej znanych dj-ów świata. Z kolei w okolicach Śremu można dostrzec najwyższą konstrukcję w Wielkopolsce, jaką jest maszt Radiowo-Telewizyjnego Centrum Nadawczego Śrem.

Pierwsze wrażenie Gostynia było dość umiarkowane. Od wjazdu widać, że jest to już dość duży ośrodek miejski i miasto o wyraźnie przemysłowo-usługowym charakterze. Stare centrum miasta jest jednak bardzo atrakcyjne i zdecydowanie miłe do spacerowania. My zostawiliśmy auto przy ulicy Kolejowej, skąd jest rzut beretem do głównego deptaka – ul. 1 Maja, oraz do zabytkowego kościoła św. Ducha i gmachów starostwa powiatowego.

IMG_1389

Dawny Hotel Polonia

Zapisana historia Gostynia sięga 1275 roku, kiedy to nazwa ta po raz pierwszy pojawia się w dokumentach. Lokacji miasta dokonał trzy lata później Mikołaj Przedpełkowic za zgodą księcia Przemysła II. Od tego czasu aż do 1836 roku Gostyń był miastem prywatnym. W związku z tym o jego losach decydowała często wola właścicieli, którzy to przykładowo, w zależności od swoich poglądów religijnych, gnębili na zmianę mieszkających w Gostyniu protestantów, żydów czy katolików. Miasto nie posiadało nigdy murów obronnych, jedynie wał ziemny z czterema bramami. Znane jednak było z wyjątkowo licznie mieszkających tutaj gorzelników, piwowarów i szynkarzy. Po kilku pożarach i zarazach Gostyń w zasadzie się wyludnił, a ponowny rozwój przyniosło dopiero ożywienie gospodarcze w XIX wieku i budowa w 1888 roku linii kolejowej z Leszna do Jarocina.

Zupełnym przypadkiem zaparkowaliśmy pod budynkiem dawnego Hotelu Polonia, który w XIX wieku założył Żyd Pinkus Wacht. Zaraz obok zaczyna się wspomniany deptak, który w dawnych czasach nosił nazwę ulicy Leszczyńskiej, prowadzącej do bramy miejskiej. Dzisiaj to przede wszystkim ulica handlowa, pełna sklepów. Architektonicznie to całkowity mix budynków zabytkowych i nowych (mniej lub bardziej udanych).Warto zwrócić uwagę na narożnikowy budynek dawnego hotelu Czabajski oraz na dom z czerwonej cegły klinkierowej – jak przypuszczamy jest to dawna poczta, gdyż eleganckim acz oszczędnym stylem przypomina wiele innych wielkopolskich poczt z czasów pruskich.

IMG_1390

Ulica 1 Maja – gostyński deptak

Problemem gostyńskiego deptaka, podobnie zresztą jak bardzo wielu innych ulic w małych i dużych miastach, jest niesamowity chaos i pstrokacizna reklamowa. Mówiąc krótko i po poznańsku – gemela. Z nieodgadnionych przyczyn niektórym kupcom wydaje się, że cztery szyldy, dwa potykacze i zaklejone okna to murowany sukces marketingowy…

IMG_1406

Rynek w Gostyniu

W każdym razie, ulica 1 Maja doprowadziła nas do rynku – nieodzownego elementu miast lokowanych na prawie magdeburskim. Rynek jest naprawdę spory, widać też, że całkiem niedawno musiał przechodzić remont. Zabudowa pochodzi z przełomu XIX i XX wieku. W Gostyniu na pewno lubią pomniki, na rynku są dwa plus tablica na fasadzie ratusza. Najciekawsza jest stojąca pośrodku wysoka kolumna – Pomnik Serca Jezusowego. Przede wszystkim zwróćcie uwagę na ratusz z 1910 roku, z ciekawym niesymetrycznym dachem i herbem miejskim na fasadzie.

IMG_1399

Budynek ratusza przy wschodniej pierzei rynku

Kiedy stoimy na rynku, uwagę najbardziej przyciąga jednak wykukujący zza kamienic gotycki kościół farny pw. św. Małgorzaty z XV wieku. Klasyk i perełka stylu gotyckiego, szczególnie wysoka na 45 metrów wieża. Budowla pełniła też w pewnym okresie funkcje obronne. Wnętrze jest natomiast typowo barokowe (sytuacja częsta w polskich kościołach), co jest efektem pożaru z 1682 r. Warto wejść po schodach do bocznej kaplicy zobaczyć fantastyczne sklepienie gwiaździste, a także poszukać kropielnicy wykutej ze skały granitowej. W pobliżu kościoła znajduje się również najstarsza w mieście szkoła oraz muzeum regionalne, to jednak podczas naszej wizyty było już nieczynne.

IMG_1424

Kościół farny pw. Św. Małgorzaty

Wreszcie przyszedł czas na zwiedzenie głównej atrakcji, czyli bazyliki i klasztoru filipinów na Świętej Górze. Żeby go zobaczyć, trzeba w zasadzie wyjść z miasta w kierunku zachodnim, trafić jest jednak dość łatwo, gdyż drogę odchodzącą od głównej szosy nazwano przemyślnie Drogą do Klasztoru. Przygotujcie się na około 1,5 km spaceru, częściowo bardzo przyjemnego, częściowo niestety przy ruchliwej szosie.

IMG_1430

Bazylika na Świętej Górze

Jak się być może domyślacie, Święta Góra była święta na długo zanim powstał tam klasztor, bo jak wiele znaczniejszych wzniesień w dość płaskim krajobrazie stała się miejscem kultu pogańskiego. Staraniem benedyktynów z nieodległego Lubinia postawiono tutaj drewnianą kaplicę (po co walczyć ze świętością, skoro można ją adaptować). Wkrótce kaplica stała się sławna jako miejsce cudów i uzdrowień. W 1668 roku Adam Konarzewski sprowadził tutaj zakon Filipinów, którzy zarządzają Świętą Górą do dzisiaj.

IMG_1443

Kopuła numer jeden – jest rozmach!

Po wejściu na wzgórze rozpościera się przed nami spora pusta przestrzeń (jeśli nie liczyć parkingów dla autokarów) oraz mieniące się odcieniami żółci i bieli zabudowania kościoła i klasztoru. Trzeba przyznać, że robią one wrażenie, bo bazylika jest postawiona z rozmachem. Forma kościoła wynika z pomysłu wdowy po Konarzewskim – Zofii, która postanowiła wybudować w Gostyniu kopię kościoła  Santa Maria della Salute z Wenecji. Przy pracy uczestniczył  Baltazar Longhena – twórca oryginału, a także znani z wielu innych wielkopolskich kościołów Georgio i Giovanni Cattenazzi oraz Pompeo Ferrari (z takim nazwiskiem nie można tworzyć brzydkich rzeczy 😉 ).

IMG_1434

Na pewno ciekawe jest to, że bazylika jest zbudowana na planie okręgu, co jest dość rzadkie w tej części Europy. Jak to w baroku, wszystko jest oszałamiająco zdobne, z ogromem rzeźb, złoceń i malowideł. Wzrok przyciąga szczególnie kopuła – ponoć jedna z największych w Polsce. Niestety zdjęcia nie do końca oddają bogactwo wnętrza, gdyż ze względu na specyficzny kształt  robienie zdjęć jest znacznie utrudnione. Za to z zewnątrz budowla jest bardzo fotogeniczna. Można by się rozpisywać nad poszczególnymi zdobieniami, te jednak zobaczycie sami kiedy pojedziecie do Gostynia, natomiast my sugerujemy rozejrzeć się po wnętrzu i poszukać dwóch kul: jednej inwalidzkiej, upamiętniającej cudowne uzdrowienie i drugiej armatniej – pamiątki z czasów wojny siedmioletniej.

IMG_1449

Klasztor filipinów

Szczególnie zainteresowała nas też dość niepozorna kartka mówiąca o tym, że można zwiedzić podziemia i krypty. To nie było jednak tak proste, gdyż trzeba było najpierw odnaleźć wspomnianą na rzeczonej kartce furtę klasztorną, a w środku jedną z zakonnic sprawujących opiekę nad sklepikiem z pamiątkami i dewocjonaliami. Krypty są dość rozległe i interesujące, a co ciekawe są też „samoobsługowe”, otwierane samodzielnie wielkim metalowym kluczem, który przypomina bardziej itemy z gry RPG 😉 Można jeszcze dodać, że po wnętrzach klasztoru rozchodziły się niezwykle smakowite zapachy pory obiadowej. Szkoda że nie było możliwości spróbowania tych specjałów, bo jak gminna wieść niesie zakonnice znają najlepsze przepisy.

IMG_1461

Tajemnicze krypty i podziemia

W drodze powrotnej wdrapaliśmy się jeszcze na leżące na obrzeżach miasta wzgórze, które jak się potem okazało jest dawnym wzgórzem zamkowym. Dziś po zamku nie ma śladu (są za to ślady bytności raczej mało szlacheckich amatorów taniego wina), warto jednak wejść na to wzniesienie choćby dla samej panoramy miasta. I tu dochodzimy do wyjaśnienia tytułu tego posta. Otóż, w tejże panoramie dominują dwie kopuły. Jedna to oczywiście kopuła bazyliki, druga natomiast to kopuła wielkiego silosu cukrowniczego wysokości 72 i średnicy 50 metrów, który w 2013 roku postawiła firma Pfeifer & Langen, właściciel gostyńskiej cukrowni. Obiekt jest trochę kontrowersyjny ze względu na zaburzanie krajobrazu, acz wart odnotowania.

IMG_1415

Kopuła numer dwa – wielki silos cukrowniczy w Gostyniu

Co zjeść, co wypić?

Tutaj spotkało nas pewne rozczarowanie, gdyż po stosunkowo dużym mieście jakim jest Gostyń spodziewaliśmy się większego wyboru miejsc, gdzie można by coś spucnąć. Jak się jednak okazało, w okolicach rynku i deptaku nie trafiliśmy na żadną knajpkę, która by nas zachęcała. Był kebab, była pizza na telefon, ale poza tym nic specjalnego.

Jedyna restauracja, która przyciągnęła naszą uwagę i zrobiła pozytywne wrażenie to Krawatka, oferująca nowoczesną kuchnię polską. Co prawda nie mieliśmy już czasu się rozsiąść, ale zajrzymy tam na pewno następnym razem. Knajpka znajduje się po drodze z rynku do bazyliki

Na tym zakończymy ten post. A co ze wspomnianym Dolskiem? No cóż, on doczeka się osobnego wpisu w najbliższym czasie 😉

Jak dojechać?

Naszą trasę dojazdu poznaliście już we wstępie tego dość obszernego posta. Jadąc z Poznania szybciej będzie jednak pojechać S11 do Kórnika i stamtąd drogą wojewódzką 434 do Śremu i dalej Gostynia. Przede wszystkim zaś, przez Gostyń biegnie droga krajowa nr 12 z Leszna do Kalisza, która jest najlepszym wyborem, jeśli podróżujecie ze wschodu lub zachodu regionu.

Co was być może zaskoczy, to to, że do Gostynia nie dostaniecie się pociągiem. Połączenia osobowe zostały zawieszone w 2013 roku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s