Morasko – goście z kosmosu

Koniec stycznia okazał się pogodowo niezwykle kapryśny, tak więc zamiast większego planowania postawiliśmy na spontaniczność, co też objawiło się podjęciem decyzji o wycieczce dopiero w okolicach południa. Dlatego też i tym razem postanowiliśmy odwiedzić bliskie i dość dobrze znane nam rejony. Morasko to jedna z wysuniętych na północ peryferyjnych dzielnic Poznania, choć będąc tam można odnieść wrażenie, że jest to modelowa, mała wielkopolska wioska, a nie dzielnica stolicy regionu. Jest jednak coś, co nadaje tej okolicy wyjątkowości i to wręcz na skalę międzynarodową!

WP_20160131_001

Jeden z kraterów powstałych po upadku meteorytu Morasko

Tytuł dzisiejszego posta mógłby sugerować, że na Morasku dochodzi do spotkań z istotami pozaziemskimi, tudzież że skrywane są tam sekrety związane z fenomenem UFO. Bynajmniej… choć w sumie nie wiadomo co tam przechowują w przepastnych piwnicach budynków uniwersytetu 🙂 W każdym razie gość z kosmosu był jak najbardziej realny, a jest nim szeroko znany Meteoryt Morasko, którego miejsce upadku jest chronione niezwykle ciekawym rezerwatem.

Historia Moraska jest fascynująca od początku do końca. Wszystko zaczyna się oczywiście od upadku meteorytu, co według datowań miało miejsce pomiędzy 2700 a 4100 rokiem p.n.e. Było to już po ustąpieniu lądolodu, tak więc meteoryt wbił się w miękkie skały – gliny, piaski czy żwiry, tak dobrze znane nam z całej Wielkopolski. To jedno z dwóch tego rodzaju miejsc na świecie. Osady te przykryły szczątki obiektu kosmicznego i tak spoczywały one aż do XX wieku.

WP_20160131_009

Przez rezerwat prowadzi żółty szlak turystyczny

Pierwszy fragment odnaleziono zupełnym przypadkiem, a stało się to w listopadzie 1914 roku, w trakcie prac saperskich prowadzonych przez niemiecką armię (umocnienia budowane w związku z trwającą od kilku miesięcy wojną), kiedy to żołnierze wydobyli bryłę o wadze 77 kg. Kolejne kawałki były znajdowane przez dziesięciolecia, zarówno przez profesjonalnych geologów z PAN i UAM, jak i przez amatorów. Na Morasku gościli też autorzy i bohaterowie programu „Łowcy meteorytów”. Ich poszukiwania zakończyły się sukcesem (odłamek w zbiorach uniwersytetu), a Morasko miało swoje pięć minut na Discovery.

Rezerwat nie byłby jednak ciekawy, gdyby było to jedynie miejsce okazjonalnych odkryć szczątków ciała kosmicznego. Na szczęście meteoryt pozostawił po sobie siedem kraterów, w większości dość dobrze widocznych. Część z nich przez większość roku pozostaje wypełniona wodą, tworząc niemal idealnie okrągłe jeziorka. Teren rezerwatu jest mocno pofałdowany, co tylko dodaje mu malowniczości, a do tego porośnięty lasem. Wszystko skupione jest na w sumie niezbyt rozległym obszarze, ale warunki dla przyjemnego spaceru są spełnione.

WP_20160131_008

Największy z siedmiu kraterów

Wycieczkę zaczęliśmy od nowego parkingu leśnego przy ulicy Meteorytowej. Oczywiście w lesie tych rozmiarów nie sposób się zgubić, niemniej biegnie tamtędy znakowany szlak w kolorze żółtym (notabene po rezerwatach można chodzić tylko po szlakach). Przy wejściu mijamy głaz poświęcony pamięci znanego poznańskiego krajoznawcy Franciszka Jaśkowiaka oraz pierwszą z tablic informacyjnych. W ogóle cały szlak jest świetnie oznakowany, a w tym roku pojawiły się nowe tablice – w związku z tym jest to również dobre miejsce na wycieczkę szkolną.

Dalej, klucząc pomiędzy wzniesieniami, mijamy cztery kratery, w tym ten największy (około 90 metrów szerokości). Obszar ten porasta grąd dębowo – grabowy, bardzo ładny las, chociaż zdecydowanie ciekawszy kiedy na drzewach są liście. Przejście szlaku pomiędzy kraterami to w sumie około 20 minut i to niespiesznym krokiem. Wtedy szlak dochodzi do leśniczówki. Warto jednak odbić w prawo i zobaczyć kilka innych zakątków lasu, w tym ścieżkę z drewnianym pomostem, pozwalającym zerknąć na często podmokły łęg wiązowo-jesionowy.

WP_20160131_012

Pomosty prowadzące do podmokłego łęgu

No i co dalej, to koniec? Zdecydowanie nie. Wracając na żółty szlak dojdziemy do dzielącej rezerwat na pół ulicy Meteorytowej. Po drugiej stronie znajduje się druga, nomen omen bardziej rozległa część rezerwatu Meteoryt Morasko. Wbrew nazwie nie ma ona jednak już nic wspólnego ze śladami kosmicznej kolizji. Część ta chroni krajobraz Góry Moraskiej – największego wzniesienia w Poznaniu oraz w całej środkowej Wielkopolsce. Słowo „góra” jest może nieco na wyrost, ma bowiem tylko 154 m n.p.m., z drugiej jednak strony różnica wysokości pomiędzy szczytem a Wartą wynosi około 100 metrów i coś koło 70 w stosunku do nieodległych osiedli. Góra Moraska to naturalnie kolejna z pamiątek po lądolodzie skandynawskim, który pod koniec plejstocenu spowodował spiętrzenie materiału skalnego.

WP_20160131_023

Leśniczówka w samym sercu rezerwatu

Po drodze minęliśmy dawną żwirownię, w której prowadzono wydobycie jeszcze w latach 70. Dalej podejście robi się dość konkretne i przez chwilę jest namiastka gór (choć niekoniecznie Tatr Wysokich). Szczyt wzniesienia nie jest okazały, ale przynajmniej wyraźnie zaznaczony – to ten kamienny blok schowany za tablicą informacyjną. Szkoda tylko, że wala się tam tyle śmieci. No cóż, bliskość miasta przyciąga różnej maści dzicz i bananową młodzież po bezstresowym wychowaniu 😉

WP_20160131_025

Szczyt Góry Moraskiej – wierzchołek znajduje się za zieloną tablicą

Ze szczytu można zejść na dwa sposoby. Pieszym i rowerzystom proponujemy zejście na południowy zachód, do głównej leśnej drogi lub żółtym szlakiem w kierunku południowo- wschodnim, do ścieżki prowadzonej do jeziorka Zimna Woda. My jednak, jako że zostawiliśmy auto na leśnym parkingu, wróciliśmy tą samą drogą.

WP_20160131_032

Panorama w kierunku dawnej wsi Morasko

Jak dojechać?

Jak wspomnieliśmy, Morasko leży w granicach Poznania, dodatkowo wciśnięte pomiędzy tereny gminy Suchy Las. Można by się zatem spodziewać rewelacyjnego dojazdu, jednak dzielnice obsługuje tylko jeden autobus (linia 902), odjeżdżający z dworca komunikacji miejskiej na Os. Jana III Sobieskiego. Przystanek znajduje się zaraz przy wejściu do rezerwatu. Dłuższą pieszą wycieczkę proponujemy zacząć właśnie od tegoż dworca, na który można podjechać tramwajem, w tym z dworca kolejowego Poznań Główny. To też najlepsze miejsce startu dla wycieczki rowerowej. Na dworcu Sobieskiego zaczyna się żółty szlak, choć jego odnalezienie na słupach może być trudne.

Samochodem najlepiej dojechać do wspomnianego już parkingu leśnego. Miejsc parkingowych jest sporo, do tego znajdziemy tam też toalety. Swoją drogą, to chapeau bas, że w ogóle takowe miejsce powstało. Jeszcze kilka lat wstecz od najbliższego przystanku dzieliło rezerwat kilkaset metrów spaceru poboczem, a miejsce na auto znaleźć można było jedynie na drodze dojazdowej do wysypiska komunalnego.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Morasko – goście z kosmosu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s