Dziekanowice – u pradziadka na wsi

Migawki z Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach pojawiły się już na naszym profilu fejsbukowym, i to całkiem niedawno. Miejsce to odwiedziliśmy w sumie już kilka razy, a ostatnia wizyta przypadła na tegoroczny weekend majowy, kiedy to park ożywiły z jednej strony kiermasz lokalnych wyrobów, a z drugiej – inscenizacja dawnych zwyczajów, związanych z nadejściem wiosny.

Dzieci odtwarzające zwyczaj

Tańce, hulanki, swawole podczas „nowego latka”

Do Dziekanowic warto jednak pojechać nie tylko w czasie różnych festynów ludowych (choć to niewątpliwie dodatkowa atrakcja). Dlaczego? Ano dlatego, że miejsce to, jak mało które, pozwala na chwilę przenieść się w czasie i zobaczyć świat, który zniknął gdzieś w odmętach czasu.

Najkrócej rzecz ujmując, Wielkopolski Park Etnograficzny to po prostu skansen budownictwa wiejskiego z terenu Wielkopolski. Zbiór jest w sumie dość eklektyczny, bo umiejscowione w Dziekanowicach obiekty pochodzą zarówno z XVIII, jak i z początków XX wieku, choć zdecydowana większość to budynki z wieku XIX. W sumie jest ich ponad 70. Jednak tym, co buduje niesamowity klimat jest ustawienie budynków w taki sposób, żeby tworzyły kompletne zagrody – z chałupami, stodołami i budynkami inwentarskimi. Zagrody te w naturalny sposób formują w zasadzie kompletną wieś, wyposażoną w kościół, cmentarz z kaplicą, trzy wiatraki, młyn wodny, kuźnię oraz oczywiście karczmę (no bo jakże inaczej!). Do tego w pobliżu wsi można zobaczyć kopię dworu (który oryginalnie stał w Studzieńcu k. Rogoźna) wraz z oficynami, ogrodem i całą zabudową folwarku.

Jedna z chałup w skansenie

Jedna z chałup w skansenie

Stojące w skansenie chaty to nie puste skorupy. W pełni wyposażone chałupy mają reprezentować domostwa gospodarzy o różnym poziomie zamożności, jak i trudniących się różnymi zajęciami (tkacz, garncarz, chałupnik robiący buty itp.). Zrobiono to z dbałością o detale – na piecykach stoją garnki z epoki, nad łóżkami wiszą obrazki świętych, po kątach porozstawiane są narzędzia. W zasadzie o tym, że chałupy nie mają mieszkańców świadczą jedynie brak resztek jedzenia w kuchni, no i nienaturalnie perfekcyjnie zasłane łóżka (nawet w koszarach takich nie znajdziecie). Do tego po kilku obejściach kręcą się zwierzęta hodowlane, dodając do całości efekty dźwiękowe i zapachowe 🙂

Wspomnieliśmy już, że wchodząc do parku mamy wrażenie przenoszenia się w czasie. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie bardzo trafne umiejscowienie skansenu. Jest on położony na tyle daleko od głównych dróg, że nie słychać samochodów, w pobliżu brak innych zabudowań, nie widać kominów czy stacji bazowych telefonii komórkowej, a Jezioro Lednickie wygląda z grubsza tak samo jak przed stu laty.

Wiatrak holender w Dziekanowicach

Wiatrak holender w Dziekanowicach

To, czego naszym zdaniem trochę brakuje, to ludzie. I nie chodzi tu bynajmniej o zwiedzających, bo tych, zwłaszcza podczas organizowanych w skansenie festynów i innych „wydarzeń specjalnych”, jest sporo. Brakuje jednak osób, które poprzebierane w stroje z epoki robiłyby stosowną animację – pokazy czesania wełny, pracy młynarza czy wypiek chleba. Naszym zdaniem wielki potencjał ma też dawna karczma – gdyby poza rzuceniem oka na jej wystrój można było jeszcze skosztować w niej prostego wiejskiego jadła i piwka z lokalnego browaru (a tych w regionie coraz więcej), a do tego posłuchać kapeli skrzypcowo – dudziarskiej, to pewnie ciężko byłoby o wolne miejsce pod strzechą.

Podczas weekendu majowego na zwiedzających czekała dodatkowa atrakcja w postaci wspomnianego na wstępie pokazu obrzędów związanych z początkiem wiosny, a konkretnie tak zwane „nowe latko”, znane też pod nazwami maik lub gaik. Tradycja ta polegała na obnoszeniu przez dzieci lub młodzież po domach we wsi przystrojonej, zielonej gałązki lub całej choinki i składaniu życzeń zdrowia i urodzaju na nowy rok. Przy okazji odbywały się śpiewy, a uczestnicy dostawali od gospodarzy w prezencie jedzenie lub pieniądze. Wszystko to odwołuje się do pradawnej, znanej nie tylko w naszej kulturze symboliki drzewa życia. W Dziekanowicach występował Zespół Tańca Ludowego „Swojacy”. W każdej odwiedzonej chacie dzieci dostały ciasteczka. Naprawdę smaczne i domowe, bo nam też udało się po jednym skosztować.

Pani gospodyni częstowała najlepszą babą jaką jedliśmy!

Pani gospodyni częstowała najlepszą babą jaką jedliśmy!

Warto dodać, że do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego należą też słynne wiatraki z Moraczewa – te same, które widzicie w nagłówku naszego bloga, choć i te zlokalizowane w samych Dziekanowicach nie ustępują im malowniczością. Dla miłośników młynów wiatrowych odwiedzenie WPE to absolutny obowiązek!

Wreszcie, należy wspomnieć, że park etnograficzny to oddział Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, co zresztą nie powinno dziwić – w końcu są położone w tej samej miejscowości – Dziekanowicach. Można więc tak zaplanować wycieczkę, żeby odwiedzić oba za jednym razem. Naszym skromnym zdaniem park etnograficzny jest jednak ciekawszy i nic nie ujmując wyspie władców (o której już pisaliśmy), na skansen warto przeznaczyć więcej czasu.

Kościół w centrum zrekonstruowanej wsi

Kościół w centrum zrekonstruowanej wsi

Jak dojechać?

Droga do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego jest w zasadzie identyczna z trasą opisywaną przy okazji wycieczki na Ostrów Lednicki, bo obie atrakcje leżą na dwóch krańcach tej samej miejscowości – Dziekanowic. Najlepiej dojechać tam dawną drogą krajową nr 5 (tzw. starą piątką), która prowadzi z Poznania do Gniezna. Zjazd do muzeum jest tak doskonale oznakowany, że nie sposób go pominąć. Przy muzeum czeka na nas parking (płatny 5 zł za cały postój), nie tak duży jak przy Ostrowie, ale w przypadku imprez prowizorycznie rozszerzany na sąsiednie pola.

Rowerem z Poznania najlepiej jechać bocznymi drogami przez Puszczę Zielonkę i dalej przez Bednary. Tak będzie i bezpieczniej, i ciekawiej. Z Gniezna prosto do Dziekanowic prowadzi natomiast szlak rowerowy R2.

Do Dziekanowic i na Ostrów Lednicki można też łatwo dojechać pociągiem. Wysiadamy na stacji w Lednogórze lub Fałkowie i dalej idziemy pieszo. To około 5 km w obydwu przypadkach. Trasa jest łatwa i prowadzi po dość dobrych drogach.

Co zjeść, co wypić?

Na terenie skansenu, w jednym z budynków przy samym wejściu funkcjonuje niewielka Karczma Lubczynek, urządzona w autentycznej podcieniowej chacie z XVIII wieku. Właściciele chwalą się, że ich specjalnością są potrawy z ryb. Karczma ma mały ogródek ze stolikami do jedzenia na zewnątrz. Niestety podczas ostatniej naszej wizyty była pełna i nie mieliśmy okazji jej sprawdzić.

Nieco dalej na północ od skansenu, w sąsiedztwie wjazdu na Ostrów Lednicki znajduje się natomiast Karczma na Lednicy, gdzie zjecie porządny obiad w cenie od 25 do 35 zł. Serwują tu głównie dania kuchni polskiej, łącznie z klasycznymi zupami i daniami z dziczyzny. Trzeba tylko uważać w sezonie ślubnym, bo jest to popularne miejsce na tego rodzaju rodzinne imprezy.

Dla oszczędnych turystów są też zawsze dwa sklepy spożywcze przy głównej drodze. Czekolada, jogurcik i świeża bułeczka też są bardzo pożywne 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s