Ostrów Lednicki – gdzie mieszkał Mieszko (od czasu do czasu)

Spór o to, gdzie była pierwsza stolica Polski i gdzie Mieszko I przyjął chrzest jest równie stary co badania historyczne. Lokalni patrioci z Poznania i Gniezna klną się na wszystkie świętości, że to u nich Mieszko i Bolesław mieli swoją główną siedzibę. Jednak prawda jest taka, że w ich czasach czegoś takiego jak stała stolica nie było, a ośrodek władzy podróżował wraz z księciem po głównych grodach państwa. Chodziło o to, żeby władca mógł wszędzie zamanifestować swoją obecność i rządzić skutecznie, a w jednym grodzie pozostawał na tyle krótko, żeby jego świta nie ogołociła go z zapasów jadła i napitków.

Czy Mieszko tu mieszkał?

Ruiny rezydencji księcia i kaplicy pałacowej

Wśród naczelnych grodów były Poznań, Gniezno, Giecz, Grzybowo oraz oczywiście położony na wyspie na jeziorze w połowie drogi między Gnieznem i Poznaniem Ostrów Lednicki. Obok Gniezna to kluczowy punkt Szlaku Piastowskiego i absolutny klasyk wycieczek szkolnych. Miejsce to odwiedzaliśmy oczywiście już wcześniej, ale po kilku latach wypadało wrócić by odświeżyć wspomnienia i sprawdzić, czy coś się zmieniło na wyspie władców.

Pierwsze wzmianki o grodzie na wyspie pochodzą z połowy XI wieku, ale jego historia sięga aż 200 lat wstecz. W szczytowym momencie był on bez wątpienia jednym z najpotężniejszych grodów w państwie Polan i bardzo silnym ośrodkiem politycznym. Jest jednym z prawdopodobnych miejsc chrztu Mieszka I, choć tego gdzie to wydarzenie miało miejsce ze stuprocentową pewnością raczej się nie dowiemy. Ostrów Lednicki miał też być ulubioną rezydencją Bolesława Chrobrego, gdzie zdaniem niektórych badaczy umieścił swoją pochodzącą z Rusi kochankę Przedsławę, przywiezioną po zwycięskiej wyprawie kijowskiej (za co kronikarz Thietmar nazwał go „wszetecznikiem”). No ale kto księciu zabroni? 😉

Wyspa nie jest bardzo duża, co jednak nie powinno dziwić – wczesnopiastowskie grody nie były wszak zbyt wielkie. Właściwy gród ulokowano w południowej części wyspy. Wał obronny ma około 500 metrów obwodu i wysokość około 10 metrów. Tu mieszkała elita grodu oraz książę podczas swoich wizyt. Poza wałem, w części północnej, znajdowało się obszerne podgrodzie, zamieszkałe według szacunków przez około 1500 osób. Do tego zaplecze produkcyjne tworzyły tzw. wsie służebne, których nazwy do dziś żyją w okolicy – weźcie mapę i poszukajcie w pobliżu Kobylnicy, Owieczek, Sokolników czy Bednar.

Panorama Ostrowa Lednickiego - część północna

Panorama Ostrowa Lednickiego – część północna

Podobnie jak Giecz i Grzybowo, również Ostrów Lednicki podupadł po najeździe czeskiego księcia Brzetysława w 1034 r. Jeszcze przez jakiś czas znajdowała się tu siedziba kasztelana, potem tylko cmentarz, aż wreszcie wyspa zarosła i została zapomniana. Do zbiorowej pamięci wróciła w XIX wieku, między innymi dlatego, że Zygmunt Krasiński właśnie tutaj umieścił akcję „Starej Baśni”. Nie ma ona wiele wspólnego z faktami, ale do wypromowania Ostrowa jako narodowej pamiątki i miejsca mistycznego wystarczyło. Jedyna dobra rzecz jaka pozostała po bitwie stoczonej tu z wojskami Brzetysława to całe naręcza uzbrojenia wydobytego z dna jeziora, które można dziś oglądać na wystawie w muzeum i które robi naprawdę mocne wrażenie.

Niegdyś na wyspę prowadziły dwa mosty – wschodni i zachodni (ten drugi miał długość 440 metrów i był jedną z największych tego rodzaju „inwestycji” na Słowiańszczyźnie). Dzisiaj, aby dostać się na Ostrów Lednicki, trzeba skorzystać z małego promu. W sezonie pływa co 30 minut, więc warto się spiąć i trafić na odpowiedni moment. Nam akurat udało się załapać na przewóz grupy zorganizowanej, w ramach bonusowego kursu 🙂

Z poczynionych obserwacji wiemy, że dla wielu dzieciaków to pewnie prom jest największą atrakcją. Tym bardziej, że po zejściu na ląd naszym oczom ukaże się… no właśnie, nic. Zdecydowana większość wyspy to pusta przestrzeń, porośnięta trawą. Trzeba przejść kilkadziesiąt metrów, aby dojść do całkiem nieźle zachowanych wałów obronnych. To w ich wnętrzu znajduje się to co tworzy wyjątkowość tego miejsca – ruiny liczących sobie ponad tysiąc lat budowli.

Ruiny kościoła grodowego

Ruiny kościoła grodowego

Najważniejszy był pałac książęcy (pallatium), połączony z kaplicą. Z naszej perspektywy nie wydaje się on wielki, ale w kraju, gdzie ludność mieszkała w ziemiankach i chatach z drewna wysoka, kamienna budowla musiała robić wrażenie. W najlepiej zachowanych fragmentach mury mają około 1,5 metra wysokości i jest to najlepiej zachowane pallatium ze wszystkich grodów. Można powiedzieć, że to namacalny kontakt z historią, bo mając odpowiednio długie ręce bez problemu można tych tysiącletnich kamieni dotknąć 😉 Ruiny chroni ogromny, wsparty na stalowych słupach dach. Obecny pojawił się nie tak dawno i zastąpił starszy, mocno już sfatygowany. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał alby wykorzystać tą konstrukcję jako platformę obserwacyjną do oglądania pozostałości pałacu z góry – z takiej perspektywy prezentuje się ona bowiem wyjątkowo ciekawie, łatwiej także wyobrazić sobie jej pierwotny kształt. .

Zaraz obok pallatium znajdują się odsłonięte fundamenty kościoła grodowego. Ta mała, kamienna budowla jest równie stara jak pallatium. Według jednej z hipotez wiąże się ją z osobą pierwszego biskupa Jordana. Na pewno pełnił funkcje grzebalne, gdyż w jego wnętrzu odkryto dwa kamienne grobowce, z pewnością osób z książęcego rodu, o czym świadczy znaleziona złota biżuteria.

Warto poświęcić tym dwóm obiektom trochę czasu, wziąć głęboki oddech i nasycić się atmosferą prawdziwej historii. W końcu niezbyt często mamy okazję obcować z obiektami sprzed tysiąca lat, a tutaj ich magia jest wyczuwalna jak nigdzie indziej w Wielkopolsce. Z drugiej zaś strony, po przejściu przez bramę wału nie znajdziemy na wyspie zbyt wiele. Są co prawda dwie zrekonstruowane chatki, jest malutka makieta wyspy i to tyle. A przecież to miejsce aż się prosi o lepsze wykorzystanie! Polskie muzea nadal boją się rekonstrukcji, a wystarczy zobaczyć jaką furorę robi Biskupin. Wypadałoby popracować też nad opisami obiektów, które przeciętnego turystę zmęczą po kilku zdaniach.

Pancerni wojowie patrzą!

Pancerni wojowie patrzą!

Co jednak na pewno warto zrobić będąc w tym miejscu, to pamiątkowe zdjęcie z punktu widokowego, z malowniczą panoramą wyspy i Jeziora Lednickiego w tle. Ciekawą rozrywką może być także poszukiwanie rozsianych po całej wyspie metalowych figur Mieszka w towarzystwie wojów (ci ostatni wyglądają nieco jak kuzyni blaszanego drwala z Krainy Oz).

Ostów Lednicki został wpisany na listę Pomników Historii, a opiekę nad tym miejscem sprawuje specjalnie powołane Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Kiedyś na jego teren wchodziło się przez stylizowaną, drewnianą bramę, obecnie jednak dzięki unijnemu dofinansowaniu wzniesiono kilka nowych budynków, mieszczących kasę, sklep z pamiątkami (tak, są też drewniane miecze, łuki i topory!), toalety i sale wystawowe. Zaraz za budynkiem kas zaczyna się tak zwany mały skansen, gdzie można zwiedzić część wystawy przedmiotów wydobytych z jeziora, a także zobaczyć przeniesione tu wiatrak i spichlerz. Oba bardzo malownicze, choć nie do końca związane tematycznie z pierwszymi Piastami. W kasie muzeum do zdobycia jest też obowiązkowa pieczątka.

Nieco dalej, na obrzeżach wsi Dziekanowice znajduje się kolejny budynek muzeum, często pomijany przez wycieczki, a szkoda, gdyż tam znajduje się jeszcze jeden prawdziwy smaczek – doskonale zachowana łódź z przełomu X i XI wieku. Kto wie, może to właśnie nią wożono któregoś z Piastów.

Jak dojechać?

Wbrew temu co się często słyszy, Ostrów Lednicki nie leży w Lednogórze, ale na skraju wsi Dziekanowice. Najlepiej dojechać tam dawną drogą krajową nr 5 (tzw. starą piątką), która prowadzi z Poznania do Gniezna. Zjazd do muzeum jest tak doskonale oznakowany, że nie sposób go pominąć. Z daleka widać też sylwetki wyciosanych z drewna wojów, stojących przy drodze. Przy muzeum czeka na nas spory parking (płatny 5 zł za cały postój). Rowerem z Poznania najlepiej jechać bocznymi drogami przez Puszczę Zielonkę i dalej przez Bednary. Tak będzie i bezpieczniej, i ciekawiej. Z Gniezna prosto do Dziekanowic prowadzi natomiast szlak rowerowy R2.

Do Dziekanowic i na Ostrów Lednicki można też łatwo dojechać pociągiem. Wysiadamy na stacji w Lednogórze lub Fałkowie i dalej idziemy pieszo. To około 6 km w obydwu przypadkach. Trasa jest łatwa i prowadzi po utwardzonych drogach. Po drodze można także urządzić sobie miły postój na małej plaży w Dziekanowicach – sprawdzone miejsce!

Co zjeść, co wypić?

Na terenie muzeum funkcjonuje niewielkie bistro Rybakówka, oferujące smażone ryby, a także różne „staropolskie” specjały jak frytki czy hot-dogi. Nie wygląda ono jednak szczególnie zachęcająco. Znacznie lepiej nakarmią was w położonej tuż przy parkingu Karczmie na Lednicy, gdzie w miłym dla oka wystroju zjecie porządny obiad w cenie od 25 do 35 zł. Trzeba tylko uważać w sezonie ślubnym, bo jest to popularne miejsce na tego rodzaju rodzinne imprezy.

Dla oszczędnych turystów pozostaje natomiast sklep spożywczy w Dziekanowicach oraz dwa kolejne położone przy głównej szosie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Ostrów Lednicki – gdzie mieszkał Mieszko (od czasu do czasu)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s