Kobylniki – pałac pana Twardowskiego

Kiedy myślimy o wiejskich rezydencjach szlacheckich zazwyczaj wyobrażamy sobie unieśmiertelniony przez literaturę, dworek z kolumienkami, drewniany (lecz podmurowany), stojący tam gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała… Tymczasem w Wielkopolsce tego rodzaju obiektów jest stosunkowo niewiele, za to można tu odnaleźć całkiem sporo różnego rodzaju pałaców, pałacyków oraz domów nawiązujących do pałacowego stylu. Większość z nich powstało w XIX wieku, w związku z czym zostały wzniesione w popularnym wówczas stylu historyzmu.

Pałac w Kobylnikach

Pałac w Kobylnikach

Modelowym przykładem takiej rezydencji, nawiązującej swoim wyglądem do dawnych rozwiązań, jest neorenesansowy pałac w Kobylnikach, położonych kilka kilometrów na północ od Szamotuł. My wybraliśmy się tam późnym latem ubiegłego roku, jednak szczególnie dobrze będzie się on prezentował teraz, kiedy przyroda odżywa po zimowej przerwie.

Wieś Kobylniki miała przez wieki wielu właścicieli, aż w początkach XIX wieku zakupił ją Dobrogost Twardowski, herbu Ogończyk. Jego syn Teodor założył w rodzinnych dobrach ordynację, czyli taki rodzaj majątku, który nie mógł być dzielony ani sprzedawany w kawałkach – zawsze był dziedziczony przez najstarszego syna. Było czym zarządzać, bo w rękach Twardowskich w najlepszych latach znajdowało się aż 2200 hektarów! Z kolei wnuk Dobrogosta, Tadeusz, ufundował pałac. Do jego budowy zatrudnił niejakiego Zygmunta Gorgolewskiego, którego najbardziej znanym dziełem jest gmach teatru we Lwowie. Elewacja pałacu to głównie surowa cegła i piaskowiec. Bardzo zdobna jest natomiast jego bryła, urozmaicona licznymi wieżyczkami, szczytami i sterczynami. Zachowało się także wiele oryginalnych elementów wnętrz, w których po remoncie przeprowadzonym na początku lat 90. obecnie mieści się hotel.

Zamek jak z legendy

Jak zamek króla krasnoludków

Pałac nie jest duży, można go obejść dookoła w dwie, trzy minuty – szczerze mówiąc, na niejednym podpoznańskim osiedlu znajdzie się bez trudu współczesne hacjendy większe od niego. To co zachwyca, to jego forma, nieco bajkowa, przypominająca trochę zamek z jakiejś opowieści czy legendy. Budynek jest otoczony przez równie kameralny ogród, z wiekowymi drzewami i oczkiem wodnym oraz reprezentacyjnym podjazdem. Naszym zdaniem w ogrodzie trochę brakuje ławek, na których można byłoby odpocząć i podziwiać jego uroki, tym bardziej że nie jest to miejsce na długi spacer.

Za to pewnością jest to świetne miejsce na ślubną sesję fotograficzną, jak i w ogóle na organizację wesela. Nota bene, podczas naszej wizyty obsługa hotelu właśnie się do takowego szykowała, a wychodząc wpadliśmy w drzwiach na pierwszych gości. Całość prezentuje się bardzo dobrze i niezmiernie cieszy, że pałac nie podzielił losu wielu podobnych budowli, które zapomniane smętnie zarastają chwastami, ewentualnie sporadycznie goszczą amatorów trunków niekoniecznie z pańskiego stołu i pałacowej piwniczki.

Prawie jak Dolina Loary

Prawie jak Dolina Loary

Za murem okalającym pałacowy ogród stoją budynki dawnego folwarku i inne gospodarstwa. Wszystkie dalej funkcjonują, tak więc wiejską ciszę co chwila przerywają odgłosy wydawane przez krowy czy konie, co dodatkowo przywołuje prawdziwy klimat wiejskiej rezydencji szlacheckiej, która przecież utrzymywała się właśnie z uprawy i hodowli.

Jak dojechać?

Kobylniki leżą w połowie drogi pomiędzy Szamotułami a Obrzyckiem, przy drodze wojewódzkiej nr 185. Z Poznania najlepiej pojechać drogą nr 184, skręcając w Baranowie z ulicy Poznańskiej (przedłużenie Dąbrowskiego) w Szamotulską. Z południa można pokusić się o wykorzystanie nowej zachodniej obwodnicy miasta i zjechać z niej na węźle Napachanie. Zachodnia obwodnica to również najlepsza droga z autostrady A2.

Z kolei dla jadących krajową jedenastką od strony Piły najwygodniej jest dotrzeć do Szamotuł droga wojewódzką 187, skręcając zaraz za mostem na Warcie. Dalej droga jest identyczna dla wszystkich, gdyż trzeba przedrzeć się przez centrum Szamotuł i wyjechać z miasta na północ ulicą Powstańców Wielkopolskich.

Planując dłuższą wycieczkę można pokusić się o dojechanie pociągiem do Szamotuł i dojście, bądź dojechanie rowerem do Kobylnik. To około 9 km, zakładając, że zamiast główną szosą w towarzystwie TiRów pojedziemy bocznymi drogami przez miejscowość Szczuczyn.

Co zjeść, co wypić?

Tutaj wybór jest dość oczywisty. W pałacu działa hotel oraz spora restauracja. Menu jest bogate, może nawet nieco za długie, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Dominuje kuchnia polska i wariacje na jej temat, ale amatorzy makaronów i carpaccio też powinni być zadowoleni. Na pewno godny polecenia jest kotlet a la Pan Twardowski, z serem, szynką i ziołami, w cieście naleśnikowym. Ceny jak na restaurację pałacową bardzo przyjazne – spokojnie można tu zjeść obiad w cenie od 30 zł za osobę. Poza tym w karcie zupy, desery oraz oczywiście napoje. Za deser z kawą zapłacimy 15-20 zł. Jedzenie jest naprawdę smaczne, a porcje uczciwe. Pewnie i sam pan Twardowski głodny by stąd nie wyszedł 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s